książka skarg i wniosków


2009
sierpień
2008
sierpień
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
październik
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2001
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec

Jak już sobie przypomniałam o blogu...
... to jakoś mnie tak kusi, żeby jednak coś na nim napisać. Zacznijmy od podstaw – podpunkty podpowiedziane przez Bri okazują się tu być całkiem przydatne.

Otóż facet ciągle ten sam. To będzie już, niech policzę, Jezu zaraz zabraknie mi palców – 6 lat? Tak, sześć lat. Nie, żeby zaraz było tak cudownie, o nie – nadal nie ścieli łóżka, ma wstręt do szeroko pojętych prac domowych, w tym posługiwania się młotkiem i wiertarką, rozrzuca ciuchy, nienawidzi ogrodu, no chyba, że ten służy jako tło do wypicia drinaska, ma daleko posunięta sklerozę i cały czas jak mówi „jadę do domu” ma na myśli dom rodziców, no ale JAKOŚ TO ZNOSZĘ. Być może dlatego, że jakby on miał zrobić podobną listę to byłaby znacznie dłuższa. I mam tutaj na myśli ZNACZNIE.

Ślubu nie wzięliśmy, albowiem nie widzimy takiej potrzeby. Kompletnie nic by to nie zmieniło, a w dodatku stracilibyśmy jedną ulgę odsetkową, więc zupełnie bez sensu;) Dzieci również się nie dorobiliśmy, choć przyznam, że od kiedy moja przyjaciółka J., ostatni bastion bezdzietności, oznajmiła mi, że ma dziecko w brzuchu, zaczęłam odczuwać niepokój. Na razie niepokój nie został przekuty w żadne czyny, ale jak widzę małego Antoniego to jakby trochę ten… zazdroszczę? Może tego, że ma już z głowy;)
Na razie odkryłam dotychczas nieznaną planetę produktów około dziecięcych i jakby zwariowałam. IM wyciąga mnie siłą, bo zrujnowałabym nasze gospodarstwo domowe w ciągu jednej wizyty.

Rodzice mają się nieźle, choć sytuacja, że tak powiem, na froncie biznesowym denna. Doszliśmy do wniosku, że najważniejsze jednak, że wszyscy są zdrowi i staramy się nie popaść w obłęd. Prezes nawet wyjechał na pierwszy od trzech, czy nawet czterech lat urlop. I wyłączył telefon. Bardzo słuszna strategia.

No, to mamy jakby background sytuacyjny i możemy przejść do ewentualnych relacji bieżących.

2009-08-24 13:12:53 skomentuj (4)


Trochę się przestraszyłam...
...że skoro jutro mija dokładnie rok (ROK?!?!?!) od mojej ostatniej notki, to z całą pewnością pożre mi bloga, a wraz z nim bezpowrotnie przepadnie archiwum mojej bujnej młodości. Tego bym sobie nigdy nie wybaczyła, to też nie bez trudności wydobyłam z otchłani pamięci hasło dostępu i oto jestem.

Idzie mi opornie i z trudem, albowiem ostatnimi czasy wyznaję raczej minimalizm w wyrażaniu uczuć i myśli i mieszczę się zwykle w 160 znakach. Brak ograniczeń nagle zaczął mnie przerażać i aż nie wiem co powiedzieć. No bo co tak napisać po roku? Normalnie nie wiem. Jak się dowiem to wrócę.
2009-08-19 14:56:42 skomentuj (5)


czytam pasjami...
issue
bART
sistermoon
vilq
zimno
cloudy
zupka
wawrzyniec
ds
scarabee
cashew
dudla
laska1


© design by indiansummer